czwartek, 29 stycznia 2026

Dlaczego mimo ocieplenia klimatu pojawiają się mroźne i śnieżne zimy?

Styczeń 2026 roku. Znaczna część Stanów Zjednoczonych zmaga się z arktycznym chłodem, śnieżycami i oblodzeniem. W Polsce również mieliśmy niedawno do czynienia z mroźną zimą, która przypominała czasy PRL-u. W mediach społecznościowych natychmiast pojawiają się komentarze: "A gdzie jest to globalne ocieplenie?", "Naukowcy kłamią o zmianach klimatu!" - te argumenty powracają za każdym razem, gdy termometry spadają poniżej zera.

To właśnie ten pozorny paradoks - mroźne zimy w ogrzewającym się świecie - jest jednym z najczęściej wykorzystywanych argumentów przez negujących zmiany klimatu. Jednak nauka nie tylko wyjaśnia to zjawisko, ale wręcz przewidywała, że ocieplenie Arktyki doprowadzi do częstszych epizodów ekstremalnego zimna na średnich szerokościach geograficznych. Wyjaśnijmy więc ten paradoks i pokażmy, dlaczego mroźna zima wcale nie przeczy globalnym trendom ocieplenia.

Czym różni się pogoda od klimatu?

Zanim przejdziemy do sedna, kluczowe jest zrozumienie fundamentalnej różnicy między pogodą a klimatem. Pogoda to krótkotrwały stan atmosfery - to, co dzieje się za oknem dzisiaj, jutro czy w przyszłym tygodniu. Klimat natomiast to długoterminowe wzorce i trendy pogodowe obserwowane przez dekady i stulecia.

Jak tłumaczy Joseph Basillo, klimatolog z Filipin: „Długoterminowe globalne dane temperaturowe jednoznacznie wskazują, że powierzchnia Ziemi ogólnie się ociepla, mimo że niektóre regiony mogą doświadczać krótkotrwałego ochłodzenia". Jeden mroźny tydzień, miesiąc czy nawet sezon zimowy to tylko lokalny, przejściowy epizod pogodowy. Tymczasem globalne średnie temperatury rosną nieprzerwanie od dziesięcioleci.

Fakty nie kłamią: Świat rzeczywiście się ociepla

Zanim zagłębimy się w mechanizmy powstawania mroźnych zim, przypomnijmy sobie twarde dane naukowe:

  • Lata 2016 i 2020 (ex aequo), 2019, 2017, 2015 i 2018 były - w tej kolejności - najgorętszymi latami w historii pomiarów
  • Rok 2024 został ogłoszony najcieplejszym rokiem w historii pomiarów, ze średnią globalną temperaturą 1,55°C powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej
  • Według Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO), od lat 80. XX wieku każda dekada była cieplejsza od poprzedniej
  • Styczeń 2025 był rekordowo ciepły globalnie - mimo przejścia do fazy La Niña, która zwykle chłodzi planetę
  • W Polsce rok 2020 był drugim najcieplejszym w historii pomiarów (od 1951 roku), cieplej było tylko w 2019 roku

Profesor Szymon Malinowski, fizyk atmosfery i dyrektor Instytutu Geofizyki UW, przewodniczący Zespołu doradczego ds. kryzysu klimatycznego przy Prezesie Polskiej Akademii Nauk, podkreśla: „Mamy już za sobą najgorętsze lipiec, sierpień i wrzesień w historii światowych pomiarów. Oceany w tym roku są znacznie cieplejsze niż były w poprzednich latach".

Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC) jest jednoznaczny: to działalność człowieka, głównie spalanie paliw kopalnych, jest przyczyną obecnego ocieplenia. Jak czytamy w raporcie IPCC z 2021 roku: „jest to jednoznacznie spowodowane działalnością ludzką". Nie ma tu miejsca na wątpliwości naukowe.

Arktyczny paradoks: Gdy najbardziej zimny region Ziemi ogrzewa się najszybciej

Kluczem do zrozumienia paradoksu mroźnych zim jest zjawisko zwane amplifikacją arktyczną (Arctic Amplification). Arktyka ogrzewa się prawie cztery razy szybciej niż reszta planety. To nie jest błąd w obliczeniach ani wyolbrzymienie - to obserwowany naukowo fakt potwierdzony przez dekady pomiarów satelitarnych i naziemnych.

Dlaczego Arktyka reaguje tak gwałtownie? Mechanizm jest następujący:

  1. Topnienie lodu morskiego: Od lat 70. XX wieku zasięg arktycznego lodu morskiego dramatycznie się zmniejsza. W niektórych regionach, jak Morze Barentsa i Morze Karskie, lód zanika w alarmującym tempie.
  2. Efekt albedo: Biały lód i śnieg odbijają około 80-90% promieniowania słonecznego z powrotem w kosmos. Gdy topnieją, odsłaniają ciemną powierzchnię oceanu, która pochłania do 90% energii słonecznej. To tworzy pętlę sprzężenia zwrotnego - mniej lodu → więcej pochłanianego ciepła → jeszcze szybsze topnienie.
  3. Ciepło z oceanu: Odsłonięta, ciemna woda oceanu nie tylko pochłania więcej energii słonecznej, ale także uwalnia ogromne ilości ciepła do atmosfery zimą, gdy powietrze jest zimne. To dramatycznie ogrzewa niższe warstwy atmosfery nad Arktyką.

Profesor Malinowski wyjaśnia ten mechanizm w prostych słowach: „Gazy cieplarniane spowodowały topnienie lodów w Arktyce. Zmalała więc jej zdolność odbijania promieniowania słonecznego. Do układu wchodzi więcej energii i temperatura rośnie jeszcze bardziej".

Jak ocieplająca się Arktyka powoduje mroźne zimy?

Tutaj zaczyna się najbardziej fascynująca część historii. Naukowcy od ponad dekady obserwują i badają połączenie między gwałtownie ogrzewającą się Arktyką a ekstremalnymi zimami na średnich szerokościach geograficznych - w Europie, Ameryce Północnej i Azji Wschodniej. Mechanizm ten został potwierdzony przez niezależne badania wielu zespołów naukowych.

Osłabienie gradientu temperatur

Normalnie między Arktyką a równikiem istnieje ogromna różnica temperatur - gradient termiczny. To właśnie ta różnica napędza potężne wiatry w górnych warstwach atmosfery, znane jako prąd strumieniowy (jet stream).

Dr Jennifer Francis z Uniwersytetu Rutgers, jedna z czołowych badaczek tego zjawiska, wyjaśnia: „Arktyka jest zazwyczaj bardzo zimna, a obszary położone dalej na południe są ciepłe. Ta różnica temperatur między tymi dwoma regionami napędza ogromną rzekę powietrza przepływającą wysoko nad naszymi głowami, którą nazywamy prądem strumieniowym".

Jednak gdy Arktyka ogrzewa się znacznie szybciej niż regiony na południe od niej, gradient termiczny słabnie. A słabszy gradient oznacza słabsze wiatry w prądzie strumieniowym.

Falujący jet stream i „zablokowana" pogoda

Gdy prąd strumieniowy słabnie, zaczyna przybierać bardziej falujący, meandrujący przebieg zamiast prostego, szybkiego przepływu ze zachodu na wschód. Dr Francis kontynuuje: „Kiedy to się dzieje, prąd strumieniowy ma tendencję do przyjmowania bardziej falistej trasy podczas przepływu wokół półkuli północnej, a te fale w rzeczywistości tworzą wzorce pogodowe. Gdy te fale stają się większe z powodu osłabienia wiatrów prądu strumieniowego, mają tendencję do poruszania się wolniej ze zachodu na wschód".

Co to oznacza w praktyce? Wzorce pogodowe „utykają" w jednym miejscu na dłużej. Jeśli nad dany region przesuwa się masa zimnego, arktycznego powietrza, pozostaje tam przez dni lub tygodnie zamiast szybko przejść dalej. To wyjaśnia uporczywość ekstremalnych zjawisk pogodowych - zarówno długotrwałych fal upałów latem, jak i przedłużających się okresów mrozu zimą.

Badanie opublikowane w 2015 roku w czasopiśmie naukowym pokazało znaczące osłabienie cyrkulacji letniej na półkuli północnej, wykryte w trzech kluczowych wielkościach dynamicznych: wietrze zonalnym, energii kinetycznej wirów i amplitudzie szybko poruszających się fal Rossby'ego. To potwierdzenie, że mechanizm opisywany przez Dr Francis rzeczywiście zachodzi.

Rozciągnięcie wiru polarnego

Kolejnym kluczowym mechanizmem jest wpływ ocieplającej się Arktyki na wir polarny (polar vortex) - potężny okrąg wiatrów w stratosferze (10-50 km nad powierzchnią Ziemi), który normalnie utrzymuje zimne powietrze arktyczne „zamknięte" nad biegunem.

Dr Judah Cohen z Massachusetts Institute of Technology (MIT), jeden z wiodących ekspertów w tej dziedzinie, wyjaśnia mechanizm: „Argumentujemy, że topnienie lodu morskiego w regionie mórz Barentsa i Karskiego, w połączeniu ze zwiększonymi opadami śniegu na Syberii, prowadzi do wzmocnienia różnicy temperatur między zachodem a wschodem kontynentu euroazjatyckiego. Wiemy, że gdy ta różnica temperatur rośnie, prowadzi to do większej liczby zakłóceń wiru polarnego. A gdy jest osłabiony, prowadzi to do bardziej ekstremalnej pogody zimowej, takiej jak fala mrozu w Teksasie w lutym ".

Badanie Dr Cohena i jego zespołu, opublikowane w prestiżowym czasopiśmie Science w 2021 roku, wykazało, że w ostatniej dekadzie częstsze rozciąganie wiru polarnego wiązało się ze wzrostem gwałtownych fal zimna w centrum i na wschodzie USA. Analiza wykazała bezpośredni fizyczny związek między zmianami klimatu w Arktyce, rozciąganiem wiru polarnego i wpływem na pogodę przy powierzchni ziemi.

Dr Cohen podkreśla: „Wykazaliśmy w kilku badaniach, że występowanie osłabionego wiru polarnego staje się coraz częstsze, podczas gdy przypadki silnego lub okrągłego wiru polarnego zdarzają się rzadziej".

Nagłe ocieplenie stratosferyczne (SSW)

Pokrewnym zjawiskiem są nagłe ocieplenia stratosferyczne (Sudden Stratospheric Warming, SSW) - dramatyczne wydarzenia, podczas których temperatura w stratosferze nad biegunem północnym może wzrosnąć o 30-50°C w ciągu zaledwie kilku dni. Choć dzieje się to wysoko w atmosferze, SSW może wywierać głęboki wpływ na pogodę przy powierzchni ziemi przez tygodnie, a nawet miesiące.

SSW występują średnio raz na 2-3 lata w półkuli północnej, ale najnowsze badania wskazują na statystycznie istotny wzrost ich częstości i czasu trwania. Analiza danych z lat 1980-2022 wykazała wzrost czasu trwania głównej fazy SSW o około 5 dni (prawie 50% wzrost) oraz wzrost siły SSW o około 40 milionów km² x dni. To znacząca zmiana w dynamice atmosfery, prawdopodobnie związana ze zmianami klimatu.

W styczniu 2026 roku NASA GMAO odnotowała dwa kolejne wydarzenia SSW na początku i w połowie miesiąca, co przyczyniło się do ekstremalnie zimnej pogody w USA i Europie Wschodniej.

Paradoks śniegu: Dlaczego cieplejsza atmosfera może oznaczać więcej śniegu

Kolejnym elementem, który dezorientuje ludzi, jest kwestia opadów śniegu. "Jak może być więcej śniegu, skoro świat się ociepla?" - pytają sceptycy. Odpowiedź leży w podstawowej fizyce atmosfery.

Cieplejsze powietrze = więcej wilgoci

Fundamentalna zasada fizyki atmosfery głosi: na każdy 1°C wzrostu temperatury atmosfera może pomieścić około 7% więcej wilgoci. To nie jest teoria - to obserwowalne prawo termodynamiki, znane jako równanie Clausiusa-Clapeyrona.

Dr Rebecca Langston z National Weather Center wyjaśnia: „Cieplejsze powietrze może pomieścić znacznie więcej wilgoci niż jego zimniejszy odpowiednik. Gdy nasza planeta się ociepla z powodu zmian klimatu, oceany i jeziora parują z wyższymi prędkościami, wypełniając atmosferę wilgocią, która tylko czeka na odpowiednie warunki, by spaść z powrotem jako śnieg".

Matt Barlow, profesor nauk o klimacie z University of Massachusetts Lowell, dodaje: „Cieplejsza atmosfera może pomieścić więcej wody, więc zwiększa to opady ogólnie. Gdy warunki są odpowiednie, śnieg jest nadal możliwy. A w niektórych przypadkach zmiany klimatu mogą nawet napędzać cięższe opady śniegu".

„Ragged edge of temperature" - na krawędzi temperatury

Mark Serreze, dyrektor National Snow and Ice Data Center, obrazowo opisuje mechanizm: „Silne burze śnieżne rozwijają się na krawędzi temperatury - wystarczająco ciepło, by powietrze mogło pomieścić dużo wilgoci, co oznacza dużo opadów, ale jednocześnie wystarczająco zimno, by spadało jako śnieg. Coraz częściej wydaje się, że znajdujemy się właśnie na tej krawędzi".

To wyjaśnia pozorną sprzeczność: globalnie i rocznie opady śniegu maleją, ponieważ więcej opadów pada jako deszcz w ocieplającym się świecie. Ale gdy już dojdzie do burzy śnieżnej, może być ona znacznie bardziej intensywna niż w przeszłości, ponieważ atmosfera jest bogatsza w wilgoć.

Jak wyjaśnia Robinson z Rutgers Global Snow Lab: „Jeśli możesz skorzystać z tej wilgoci i masz szczęśliwe zderzenie wilgotnego powietrza i temperatur poniżej zera, możesz wytworzyć naprawdę duże burze".

Lake-effect snow - efekt jezior

Doskonałym przykładem tego paradoksu są opady typu lake-effect snow wokół Wielkich Jezior w Ameryce Północnej. Jeziora te:

  • Ogrzewają się i pozostają wolne od lodu dłużej w zimie (o około dwa tygodnie na dekadę mniej pokrywy lodowej)
  • Odsłonięta woda uwalnia ogromne ilości ciepła i wilgoci do atmosfery zimą
  • Gdy nad ciepłe jezioro przesuwa się masa zimnego powietrza arktycznego, powstają ekstremalne opady śniegu

Badania wykazują, że lake-effect snow może się intensyfikować i występować wcześniej oraz później w sezonie niż historycznie. W niektórych społecznościach nad brzegami jezior przekłada się to już na rekordowe sumy opadów śniegu i częstsze dni z intensywnymi opadami.

Jednak naukowcy podkreślają, że te efekty prawdopodobnie nie są trwałe. W dłuższej perspektywie, gdy średnie temperatury zimowe będą rosły, zimy staną się zbyt ciepłe na śnieg w wielu obszarach, a opady przejdą z śniegu na deszcz.

Globalne trendy: Krótsza zima, mniej śniegu ogółem

Pomimo intensywniejszych pojedynczych burz śnieżnych, globalny trend jest jednoznaczny:

  • Od 1970 do 2024 roku średnie temperatury zimowe wzrosły w 235 z 241 lokalizacji w USA badanych w jednej analizie, średnio o 4 stopnie Fahrenheita (około 2,2°C)
  • Okresy zimna średnio stają się krótsze, a liczba dni z temperaturami poniżej 0°C spada
  • W półkuli północnej pokrywa śnieżna wiosną zmniejszyła się z około 31,5 miliona km² do około 28,5 miliona km² (1967-2023)
  • W zachodniej części USA odnotowano średni spadek opadów śniegu o 41% od lat 80. XX wieku
  • Modele klimatyczne IPCC przewidują, że pokrywa śnieżna w półkuli północnej będzie spadać w tempie -8% na każdy 1°C globalnego ocieplenia

Profesor Malinowski ostrzega: „Możemy spodziewać się bardziej gwałtownych ulew, z wykorzystaniem których nie poradzimy sobie ani my, ani przyroda. Tempo, w którym woda leci z nieba ma bowiem znaczenie. 100 mm deszczu rozłożone na miesiąc jest czymś innym niż 100 mm deszczu w jeden dzień".

Potwierdzenie naukowe: Attribution science

Współczesna nauka klimatu rozwija się w bardzo szybkim tempie. Szczególnie imponujący postęp dokonał się w dziedzinie zwanej attribution science (nauka o przypisywaniu) - która pozwala naukowcom określić, w jakim stopniu konkretne ekstremalne zjawisko pogodowe zostało wzmocnione lub uprawdopodobnione przez zmiany klimatu.

Dr Friederike Otto z University of Oxford wyjaśnia: „Nie potwierdzisz, że zmiany klimatu są jedyną przyczyną ekstremalnego zjawiska. Ale możesz spojrzeć na pojedyncze wydarzenia i ustalić, jak bardzo zmiany klimatu zmieniły prawdopodobieństwo jego wystąpienia lub jego intensywność".

IPCC w swoim najnowszym raporcie (AR6) stwierdza z wirtualną pewnością (virtually certain, >99% pewności), że „przymusowe wpływy gazów cieplarnianych wywołane przez człowieka są głównym czynnikiem napędzającym obserwowane zmiany w ekstremalnych zjawiskach gorąca i zimna w skali globalnej". Raport dodaje, że „niektóre niedawne fale gorąca byłyby ekstremalnie mało prawdopodobne bez wpływu człowieka na system klimatyczny".

Przykład: Powodzie w Polsce 2024

Doskonałym przykładem zastosowania attribution science jest analiza katastrofalnych powodzi w Polsce we wrześniu 2024 roku, wywołanych przez niż genueński Boris.

Dr hab. Mateusz Grygoruk, profesor SGGW i wiceprzewodniczący Państwowej Rady Gospodarki Wodnej, nie ma wątpliwości: „Zmiana klimatu wpłynęła na powódź w 100%. I nie ma potrzeby doszukiwać się w tym żadnych innych przyczyn. Tak wysokie sumy opadów i w takiej cyrkulacji powietrza w tym okresie roku nie występowały u nas nigdy".

Analiza przeprowadzona przez ClimaMeter wykazała, że tego typu niże mają dziś (dane z lat 2001-2023) ciśnienie w centrum średnio o 2 hPa niższe niż w przeszłości (1979-2001) i przynoszą sumy opadów wyższe o 20%. World Weather Attribution (WWA) oszacowała, że podobne czterodniowe opady mogą stać się o 50% bardziej prawdopodobne i o 5% bardziej intensywne przy dalszym wzroście globalnej temperatury o 2°C.

Polskie spojrzenie: Co mówią nasi naukowcy

Profesor Szymon Malinowski, wiodący polski klimatolog, regularnie komunikuje zagrożenia wynikające ze zmian klimatu. W swoich wypowiedziach podkreśla, że największym zagrożeniem są punkty krytyczne (tipping points) - progi, po przekroczeniu których system klimatyczny zaczyna działać inaczej i może wpaść w nieodwracalne sprzężenia zwrotne.

„Tym, czego powinniśmy się bać najbardziej jest to, że zmiana klimatu gwałtownie przyspieszy. Może się to stać po przekroczeniu któregoś z tzw. punktów krytycznych", ostrzega Malinowski.

Wyjaśnia on mechanizm pętli sprzężenia zwrotnego: „Gazy cieplarniane spowodowały topnienie lodów w Arktyce. Zmalała więc jej zdolność odbijania promieniowania słonecznego. Do układu wchodzi więcej energii i temperatura rośnie jeszcze bardziej. Lód topnieje jeszcze szybciej, a dodatkowo wybuchają pożary lasów. To sprawia, że ilość dwutlenku węgla w atmosferze także szybciej rośnie, wieczna zmarzlina zaczyna rozmarzać, a więc do atmosfery przedostaje się jeszcze więcej gazów cieplarnianych".

Profesor podkreśla również, że nie chodzi tylko o to, że w Polsce będzie trochę cieplej: „Ale o to, że igramy z systemem, nad którym - kiedy go zepsujemy - możemy nie zapanować. Jesteśmy bowiem dość potężni, by zmienić mechanizmy działania naszego świata, ale wciąż o wiele za słabi, by zapanować nad skutkami tego, co sami robimy".[

Jak odpowiadać negacjonistom klimatycznym

Uzbrojeni w wiedzę naukową, możemy teraz skutecznie odpowiadać na najczęstsze argumenty używane przez negujących zmiany klimatu:

Argument 1: „Jest zimno, więc globalne ocieplenie to mit"

Odpowiedź: Pogoda to nie klimat. Jeden zimny tydzień, miesiąc czy sezon nie zmienia faktu, że długoterminowe globalne średnie temperatury rosną nieprzerwanie. To jak stwierdzenie, że ponieważ dziś pada deszcz, nie ma suszy - ignoruje to szerszy kontekst i dłuższe trendy.

Jak wyjaśnia Lance Bennett, klimatolog: „Istnieje powszechne błędne przekonanie, że ludzie, którzy nie wierzą, że zmiany klimatu są realne, są głupi lub niewykształceni. Ale są tam osoby, które są po prostu naturalnie sceptyczne jako część swojej osobowości". Należy więc cierpliwie wyjaśniać różnicę między pogodą a klimatem.

Argument 2: „Naukowcy nie są zgodni"

Odpowiedź: To nieprawda. Ponad 99% badań wskazuje, że spalanie paliw kopalnych przyczynia się do globalnego ocieplenia. IPCC - organ zrzeszający tysiące wiodących naukowców z całego świata - jest jednoznaczny: zmiany klimatu są spowodowane działalnością człowieka.

Profesor Mark Maslin z University College London podkreśla: „Rzetelne publikacje na ten temat powinny w końcu powstrzymać negujących zmiany klimatu przed twierdzeniem, że niedawne obserwowane spójne globalne ocieplenie jest częścią naturalnego cyklu klimatycznego".

Argument 3: „W przeszłości też były ciepłe okresy"

Odpowiedź: Prawda, ale obecne tempo i skala ocieplenia są bezprecedensowe. Badania wykazały, że żadne z poprzednich ciepłych lub chłodnych okresów (jak rzymski okres ciepły czy mała epoka lodowa) nie występowało jednocześnie na całym globie - były to zjawiska regionalne. Obecne ocieplenie jest globalne, jednoczesne i szybkie jak nigdy wcześniej w ciągu ostatnich 2000 lat.

Argument 4: „To naturalne cykle słoneczne"

Odpowiedź: Aktywność słoneczna jest monitorowana od dziesięcioleci i nie wyjaśnia obserwowanego ocieplenia. Co więcej, gdyby to Słońce było przyczyną, cała atmosfera powinna się ogrzewać jednocześnie. Tymczasem obserwujemy coś przeciwnego: troposfera (najbliższa powierzchni) się ociepla, podczas gdy stratosfera (bliższa Słońcu) się ochładza. To jest dokładnie wzorzec, którego oczekujemy od efektu cieplarnianego, nie od wpływu słonecznego.

Argument 5: „Modele klimatyczne są zawodne"

Odpowiedź: Modele klimatyczne sformułowane 50 lat temu dokładnie przewidziały średnie temperatury powierzchniowe na całej planecie. Jak podkreśla profesor Piers Forster: „Projekcja globalnej zmiany temperatury i związanych z nią wpływów klimatycznych została dość dobrze przewidziana od czasu publikacji pierwszego raportu IPCC w 1990 roku, a nawet wcześniej".

Patrząc w przyszłość: Co nas czeka?

Prognozy na najbliższe lata i dekady nie są optymistyczne. Najnowszy raport WMO wskazuje, że:

  • 80% szans, że przynajmniej jeden z najbliższych pięciu lat będzie cieplejszy niż rekordowy 2024 rok
  • 86% prawdopodobieństwa, że którykolwiek rok przekroczy próg 1,5°C powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej
  • 70% ryzyko, że średnia temperatura za lata 2025-2029 przekroczy 1,5°C (powyżej temperatury poziomu przedindustrialnego, czyli progu ustalonego w Porozumieniu Paryskim jako granica względnie bezpiecznego ocieplenia)
  • Pierwszy raz oszacowano nawet 1% ryzyko roku z globalną temperaturą powyżej 2°C

Professor Malinowski komentuje te prognozy jako „ostrożne" i dodaje: „W jego ocenie, w świetle najnowszych danych obserwacyjnych, raport można uznać wręcz za zachowawczy".

Szczególnie dramatyczne zmiany zaobserwujemy w Arktyce, gdzie prognozy wskazują na wzrost zimowych temperatur o 2,4°C - ponad trzykrotnie większy niż globalna średnia. Arktyka może być praktycznie wolna od lodu we wrześniu już przed 2050 rokiem we wszystkich ocenianych scenariuszach.

Co możemy zrobić?

Pomimo powagi sytuacji, nie jest za późno na działanie. Jak podkreśla sekretarz generalny ONZ António Guterres: „Jeśli połączymy siły teraz, możemy zapobiec katastrofie klimatycznej".

Naukowcy są zgodni: głębokie cięcia emisji gazów cieplarnianych mogą ustabilizować rosnące temperatury. Każda dziesiąta stopnia ma znaczenie - różnica między ociepleniem o 1,5°C a 2°C oznacza ogromne konsekwencje dla ekosystemów, ludzkiego zdrowia i bezpieczeństwa żywnościowego.

Kluczowe jest również przejście od zaprzeczania do akceptacji rzeczywistości i konstruktywnego działania. Profesor van der Linden zauważa, że „zmiana umysłów negujących zmiany klimatu jest niemożliwa bez potwierdzenia - do pewnego stopnia - ich światopoglądu". Zamiast oskarżać czy ośmieszać, należy cierpliwie wyjaśniać naukę i pokazywać, że ekstremalne zjawiska pogodowe - zarówno upały jak i mrozy - są częścią tego samego obrazu zmieniającego się klimatu.

Podsumowanie: Paradoks wyjaśniony

Mroźne, śnieżne zimy nie są dowodem przeciwko globalnemu ociepleniu - są jego konsekwencją. Ocieplająca się Arktyka osłabia gradient temperatur, prowadząc do bardziej falującego prądu strumieniowego i rozciągania wiru polarnego. To z kolei pozwala zimowemu powietrzu arktycznemu częściej sięgać na południe, powodując przedłużające się okresy ekstremalnego zimna na średnich szerokościach geograficznych.

Jednocześnie cieplejsza atmosfera może pomieścić więcej wilgoci, co oznacza, że gdy warunki są odpowiednie dla opadów śniegu, mogą one być bardziej intensywne niż w przeszłości.

Ten pozorny paradoks jest w rzeczywistości pięknym przykładem złożoności systemu klimatycznego Ziemi - i przypomnieniem, że zmiany klimatu nie oznaczają po prostu „wszędzie cieplej", ale raczej „wszędzie bardziej ekstremalnie".

Następnym razem, gdy ktoś w mediach społecznościowych zapyta „A gdzie jest to globalne ocieplenie?", gdy za oknem pada śnieg, możesz wskazać właśnie na tę śnieżycę jako dowód, że Arktyka szybko się ociepla. To nie jest zaprzeczenie nauki o klimacie - to jest jej potwierdzenie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz