Styczeń 2026 roku. Znaczna część Stanów Zjednoczonych zmaga się z arktycznym chłodem, śnieżycami i oblodzeniem. W Polsce również mieliśmy niedawno do czynienia z mroźną zimą, która przypominała czasy PRL-u. W mediach społecznościowych natychmiast pojawiają się komentarze: "A gdzie jest to globalne ocieplenie?", "Naukowcy kłamią o zmianach klimatu!" - te argumenty powracają za każdym razem, gdy termometry spadają poniżej zera.
To właśnie ten pozorny
paradoks - mroźne zimy w ogrzewającym się świecie - jest jednym z najczęściej
wykorzystywanych argumentów przez negujących zmiany klimatu. Jednak nauka nie
tylko wyjaśnia to zjawisko, ale wręcz przewidywała, że ocieplenie Arktyki
doprowadzi do częstszych epizodów ekstremalnego zimna na średnich szerokościach
geograficznych. Wyjaśnijmy więc ten paradoks i pokażmy, dlaczego mroźna zima
wcale nie przeczy globalnym trendom ocieplenia.
Czym różni się pogoda od
klimatu?
Zanim przejdziemy do
sedna, kluczowe jest zrozumienie fundamentalnej różnicy między pogodą a
klimatem. Pogoda to krótkotrwały stan atmosfery - to, co dzieje się za
oknem dzisiaj, jutro czy w przyszłym tygodniu. Klimat natomiast to
długoterminowe wzorce i trendy pogodowe obserwowane przez dekady i stulecia.
Jak tłumaczy Joseph
Basillo, klimatolog z Filipin: „Długoterminowe globalne dane temperaturowe
jednoznacznie wskazują, że powierzchnia Ziemi ogólnie się ociepla, mimo że
niektóre regiony mogą doświadczać krótkotrwałego ochłodzenia". Jeden
mroźny tydzień, miesiąc czy nawet sezon zimowy to tylko lokalny, przejściowy
epizod pogodowy. Tymczasem globalne średnie temperatury rosną nieprzerwanie od
dziesięcioleci.
Fakty nie kłamią: Świat
rzeczywiście się ociepla
Zanim zagłębimy się w
mechanizmy powstawania mroźnych zim, przypomnijmy sobie twarde dane naukowe:
- Lata 2016 i 2020 (ex aequo), 2019, 2017, 2015 i 2018 były - w tej kolejności -
najgorętszymi latami w historii pomiarów
- Rok 2024 został ogłoszony najcieplejszym rokiem w historii pomiarów, ze
średnią globalną temperaturą 1,55°C powyżej poziomu sprzed epoki
przemysłowej
- Według Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO),
od lat 80. XX wieku każda dekada była cieplejsza od poprzedniej
- Styczeń 2025 był rekordowo ciepły globalnie - mimo przejścia do fazy La Niña,
która zwykle chłodzi planetę
- W Polsce rok 2020 był drugim najcieplejszym w
historii pomiarów (od 1951 roku), cieplej było tylko w 2019 roku
Profesor Szymon
Malinowski, fizyk atmosfery i dyrektor Instytutu Geofizyki UW, przewodniczący
Zespołu doradczego ds. kryzysu klimatycznego przy Prezesie Polskiej Akademii
Nauk, podkreśla: „Mamy już za sobą najgorętsze lipiec, sierpień i wrzesień w
historii światowych pomiarów. Oceany w tym roku są znacznie cieplejsze niż były
w poprzednich latach".
Międzyrządowy Panel ds.
Zmian Klimatu (IPCC) jest jednoznaczny: to działalność człowieka, głównie
spalanie paliw kopalnych, jest przyczyną obecnego ocieplenia. Jak czytamy w
raporcie IPCC z 2021 roku: „jest to jednoznacznie spowodowane działalnością
ludzką". Nie ma tu miejsca na wątpliwości naukowe.
Arktyczny paradoks: Gdy
najbardziej zimny region Ziemi ogrzewa się najszybciej
Kluczem do zrozumienia
paradoksu mroźnych zim jest zjawisko zwane amplifikacją arktyczną
(Arctic Amplification). Arktyka ogrzewa się prawie cztery razy szybciej niż
reszta planety. To nie jest błąd w obliczeniach ani wyolbrzymienie - to
obserwowany naukowo fakt potwierdzony przez dekady pomiarów satelitarnych i
naziemnych.
Dlaczego Arktyka reaguje
tak gwałtownie? Mechanizm jest następujący:
- Topnienie lodu morskiego: Od lat 70. XX wieku zasięg arktycznego lodu
morskiego dramatycznie się zmniejsza. W niektórych regionach, jak Morze
Barentsa i Morze Karskie, lód zanika w alarmującym tempie.
- Efekt albedo: Biały lód i śnieg odbijają około 80-90% promieniowania słonecznego z
powrotem w kosmos. Gdy topnieją, odsłaniają ciemną powierzchnię oceanu,
która pochłania do 90% energii słonecznej. To tworzy pętlę sprzężenia
zwrotnego - mniej lodu → więcej pochłanianego ciepła → jeszcze szybsze
topnienie.
- Ciepło z oceanu: Odsłonięta, ciemna woda oceanu nie tylko pochłania więcej energii
słonecznej, ale także uwalnia ogromne ilości ciepła do atmosfery zimą, gdy
powietrze jest zimne. To dramatycznie ogrzewa niższe warstwy atmosfery nad
Arktyką.
Profesor Malinowski
wyjaśnia ten mechanizm w prostych słowach: „Gazy cieplarniane spowodowały
topnienie lodów w Arktyce. Zmalała więc jej zdolność odbijania promieniowania
słonecznego. Do układu wchodzi więcej energii i temperatura rośnie jeszcze
bardziej".
Jak ocieplająca się
Arktyka powoduje mroźne zimy?
Tutaj zaczyna się
najbardziej fascynująca część historii. Naukowcy od ponad dekady obserwują i
badają połączenie między gwałtownie ogrzewającą się Arktyką a ekstremalnymi
zimami na średnich szerokościach geograficznych - w Europie, Ameryce Północnej
i Azji Wschodniej. Mechanizm ten został potwierdzony przez niezależne badania
wielu zespołów naukowych.
Osłabienie gradientu
temperatur
Normalnie między Arktyką
a równikiem istnieje ogromna różnica temperatur - gradient termiczny. To
właśnie ta różnica napędza potężne wiatry w górnych warstwach atmosfery, znane
jako prąd strumieniowy (jet stream).
Dr Jennifer Francis z
Uniwersytetu Rutgers, jedna z czołowych badaczek tego zjawiska, wyjaśnia:
„Arktyka jest zazwyczaj bardzo zimna, a obszary położone dalej na południe są
ciepłe. Ta różnica temperatur między tymi dwoma regionami napędza ogromną rzekę
powietrza przepływającą wysoko nad naszymi głowami, którą nazywamy prądem
strumieniowym".
Jednak gdy Arktyka
ogrzewa się znacznie szybciej niż regiony na południe od niej, gradient
termiczny słabnie. A słabszy gradient oznacza słabsze wiatry w prądzie
strumieniowym.
Falujący jet stream i
„zablokowana" pogoda
Gdy prąd strumieniowy
słabnie, zaczyna przybierać bardziej falujący, meandrujący przebieg
zamiast prostego, szybkiego przepływu ze zachodu na wschód. Dr Francis
kontynuuje: „Kiedy to się dzieje, prąd strumieniowy ma tendencję do
przyjmowania bardziej falistej trasy podczas przepływu wokół półkuli północnej,
a te fale w rzeczywistości tworzą wzorce pogodowe. Gdy te fale stają się
większe z powodu osłabienia wiatrów prądu strumieniowego, mają tendencję do
poruszania się wolniej ze zachodu na wschód".
Co to oznacza w praktyce? Wzorce pogodowe „utykają" w jednym miejscu na
dłużej. Jeśli nad dany region przesuwa się masa zimnego, arktycznego powietrza,
pozostaje tam przez dni lub tygodnie zamiast szybko przejść dalej. To wyjaśnia uporczywość
ekstremalnych zjawisk pogodowych - zarówno długotrwałych fal upałów latem, jak
i przedłużających się okresów mrozu zimą.
Badanie opublikowane w
2015 roku w czasopiśmie naukowym pokazało znaczące osłabienie cyrkulacji
letniej na półkuli północnej, wykryte w trzech kluczowych wielkościach
dynamicznych: wietrze zonalnym, energii kinetycznej wirów i amplitudzie szybko
poruszających się fal Rossby'ego. To potwierdzenie, że mechanizm opisywany
przez Dr Francis rzeczywiście zachodzi.
Rozciągnięcie wiru
polarnego
Kolejnym kluczowym
mechanizmem jest wpływ ocieplającej się Arktyki na wir polarny (polar
vortex) - potężny okrąg wiatrów w stratosferze (10-50 km nad powierzchnią
Ziemi), który normalnie utrzymuje zimne powietrze arktyczne „zamknięte"
nad biegunem.
Dr Judah Cohen z
Massachusetts Institute of Technology (MIT), jeden z wiodących ekspertów w tej
dziedzinie, wyjaśnia mechanizm: „Argumentujemy, że topnienie lodu morskiego w
regionie mórz Barentsa i Karskiego, w połączeniu ze zwiększonymi opadami śniegu
na Syberii, prowadzi do wzmocnienia różnicy temperatur między zachodem a
wschodem kontynentu euroazjatyckiego. Wiemy, że gdy ta różnica temperatur
rośnie, prowadzi to do większej liczby zakłóceń wiru polarnego. A gdy jest
osłabiony, prowadzi to do bardziej ekstremalnej pogody zimowej, takiej jak fala
mrozu w Teksasie w lutym ".
Badanie Dr Cohena i jego
zespołu, opublikowane w prestiżowym czasopiśmie Science w 2021 roku,
wykazało, że w ostatniej dekadzie częstsze rozciąganie wiru polarnego
wiązało się ze wzrostem gwałtownych fal zimna w centrum i na wschodzie USA.
Analiza wykazała bezpośredni fizyczny związek między zmianami klimatu w
Arktyce, rozciąganiem wiru polarnego i wpływem na pogodę przy powierzchni
ziemi.
Dr Cohen podkreśla:
„Wykazaliśmy w kilku badaniach, że występowanie osłabionego wiru polarnego
staje się coraz częstsze, podczas gdy przypadki silnego lub okrągłego wiru
polarnego zdarzają się rzadziej".
Nagłe ocieplenie
stratosferyczne (SSW)
Pokrewnym zjawiskiem są nagłe
ocieplenia stratosferyczne (Sudden Stratospheric Warming, SSW) -
dramatyczne wydarzenia, podczas których temperatura w stratosferze nad biegunem
północnym może wzrosnąć o 30-50°C w ciągu zaledwie kilku dni. Choć dzieje się
to wysoko w atmosferze, SSW może wywierać głęboki wpływ na pogodę przy
powierzchni ziemi przez tygodnie, a nawet miesiące.
SSW występują średnio raz
na 2-3 lata w półkuli północnej, ale najnowsze badania wskazują na
statystycznie istotny wzrost ich częstości i czasu trwania. Analiza danych
z lat 1980-2022 wykazała wzrost czasu trwania głównej fazy SSW o około 5 dni
(prawie 50% wzrost) oraz wzrost siły SSW o około 40 milionów km² x dni. To
znacząca zmiana w dynamice atmosfery, prawdopodobnie związana ze zmianami
klimatu.
W styczniu 2026 roku NASA
GMAO odnotowała dwa kolejne wydarzenia SSW na początku i w połowie miesiąca, co
przyczyniło się do ekstremalnie zimnej pogody w USA i Europie Wschodniej.
Paradoks śniegu: Dlaczego
cieplejsza atmosfera może oznaczać więcej śniegu
Kolejnym elementem, który
dezorientuje ludzi, jest kwestia opadów śniegu. "Jak może być więcej
śniegu, skoro świat się ociepla?" - pytają sceptycy. Odpowiedź leży w
podstawowej fizyce atmosfery.
Cieplejsze powietrze =
więcej wilgoci
Fundamentalna zasada
fizyki atmosfery głosi: na każdy 1°C wzrostu temperatury atmosfera może
pomieścić około 7% więcej wilgoci. To nie jest teoria - to obserwowalne
prawo termodynamiki, znane jako równanie Clausiusa-Clapeyrona.
Dr Rebecca Langston z
National Weather Center wyjaśnia: „Cieplejsze powietrze może pomieścić znacznie
więcej wilgoci niż jego zimniejszy odpowiednik. Gdy nasza planeta się ociepla z
powodu zmian klimatu, oceany i jeziora parują z wyższymi prędkościami, wypełniając
atmosferę wilgocią, która tylko czeka na odpowiednie warunki, by spaść z
powrotem jako śnieg".
Matt Barlow, profesor
nauk o klimacie z University of Massachusetts Lowell, dodaje: „Cieplejsza
atmosfera może pomieścić więcej wody, więc zwiększa to opady ogólnie. Gdy
warunki są odpowiednie, śnieg jest nadal możliwy. A w niektórych przypadkach
zmiany klimatu mogą nawet napędzać cięższe opady śniegu".
„Ragged edge of
temperature" - na krawędzi temperatury
Mark Serreze, dyrektor
National Snow and Ice Data Center, obrazowo opisuje mechanizm: „Silne burze
śnieżne rozwijają się na krawędzi temperatury - wystarczająco ciepło, by
powietrze mogło pomieścić dużo wilgoci, co oznacza dużo opadów, ale
jednocześnie wystarczająco zimno, by spadało jako śnieg. Coraz częściej wydaje
się, że znajdujemy się właśnie na tej krawędzi".
To wyjaśnia pozorną
sprzeczność: globalnie i rocznie opady śniegu maleją, ponieważ więcej
opadów pada jako deszcz w ocieplającym się świecie. Ale gdy już dojdzie do
burzy śnieżnej, może być ona znacznie bardziej intensywna niż w
przeszłości, ponieważ atmosfera jest bogatsza w wilgoć.
Jak wyjaśnia Robinson z
Rutgers Global Snow Lab: „Jeśli możesz skorzystać z tej wilgoci i masz
szczęśliwe zderzenie wilgotnego powietrza i temperatur poniżej zera, możesz
wytworzyć naprawdę duże burze".
Lake-effect snow - efekt
jezior
Doskonałym przykładem
tego paradoksu są opady typu lake-effect snow wokół Wielkich Jezior w
Ameryce Północnej. Jeziora te:
- Ogrzewają się i pozostają wolne od lodu dłużej w
zimie (o około dwa tygodnie na dekadę mniej pokrywy lodowej)
- Odsłonięta woda uwalnia ogromne ilości ciepła i
wilgoci do atmosfery zimą
- Gdy nad ciepłe jezioro przesuwa się masa zimnego
powietrza arktycznego, powstają ekstremalne opady śniegu
Badania wykazują, że lake-effect
snow może się intensyfikować i występować wcześniej oraz później w sezonie
niż historycznie. W niektórych społecznościach nad brzegami jezior przekłada
się to już na rekordowe sumy opadów śniegu i częstsze dni z intensywnymi
opadami.
Jednak naukowcy
podkreślają, że te efekty prawdopodobnie nie są trwałe. W dłuższej
perspektywie, gdy średnie temperatury zimowe będą rosły, zimy staną się zbyt
ciepłe na śnieg w wielu obszarach, a opady przejdą z śniegu na deszcz.
Globalne trendy: Krótsza
zima, mniej śniegu ogółem
Pomimo intensywniejszych
pojedynczych burz śnieżnych, globalny trend jest jednoznaczny:
- Od 1970 do 2024 roku średnie temperatury zimowe
wzrosły w 235 z 241 lokalizacji w USA badanych w jednej analizie, średnio
o 4 stopnie Fahrenheita (około 2,2°C)
- Okresy zimna średnio stają się krótsze, a liczba dni
z temperaturami poniżej 0°C spada
- W półkuli północnej pokrywa śnieżna wiosną
zmniejszyła się z około 31,5 miliona km² do około 28,5 miliona km² (1967-2023)
- W zachodniej części USA odnotowano średni spadek
opadów śniegu o 41% od lat 80. XX wieku
- Modele klimatyczne IPCC przewidują, że pokrywa
śnieżna w półkuli północnej będzie spadać w tempie -8% na każdy 1°C
globalnego ocieplenia
Profesor Malinowski
ostrzega: „Możemy spodziewać się bardziej gwałtownych ulew, z wykorzystaniem
których nie poradzimy sobie ani my, ani przyroda. Tempo, w którym woda leci z
nieba ma bowiem znaczenie. 100 mm deszczu rozłożone na miesiąc jest czymś innym
niż 100 mm deszczu w jeden dzień".
Potwierdzenie naukowe:
Attribution science
Współczesna nauka klimatu
rozwija się w bardzo szybkim tempie. Szczególnie imponujący postęp dokonał się
w dziedzinie zwanej attribution science (nauka o przypisywaniu) - która
pozwala naukowcom określić, w jakim stopniu konkretne ekstremalne zjawisko
pogodowe zostało wzmocnione lub uprawdopodobnione przez zmiany klimatu.
Dr Friederike Otto z
University of Oxford wyjaśnia: „Nie potwierdzisz, że zmiany klimatu są jedyną
przyczyną ekstremalnego zjawiska. Ale możesz spojrzeć na pojedyncze wydarzenia
i ustalić, jak bardzo zmiany klimatu zmieniły prawdopodobieństwo jego
wystąpienia lub jego intensywność".
IPCC w swoim najnowszym
raporcie (AR6) stwierdza z wirtualną pewnością (virtually certain,
>99% pewności), że „przymusowe wpływy gazów cieplarnianych wywołane przez
człowieka są głównym czynnikiem napędzającym obserwowane zmiany w ekstremalnych
zjawiskach gorąca i zimna w skali globalnej". Raport dodaje, że „niektóre
niedawne fale gorąca byłyby ekstremalnie mało prawdopodobne bez wpływu
człowieka na system klimatyczny".
Przykład: Powodzie w
Polsce 2024
Doskonałym przykładem
zastosowania attribution science jest analiza katastrofalnych powodzi w Polsce
we wrześniu 2024 roku, wywołanych przez niż genueński Boris.
Dr hab. Mateusz Grygoruk,
profesor SGGW i wiceprzewodniczący Państwowej Rady Gospodarki Wodnej, nie ma
wątpliwości: „Zmiana klimatu wpłynęła na powódź w 100%. I nie ma potrzeby
doszukiwać się w tym żadnych innych przyczyn. Tak wysokie sumy opadów i w takiej
cyrkulacji powietrza w tym okresie roku nie występowały u nas nigdy".
Analiza przeprowadzona
przez ClimaMeter wykazała, że tego typu niże mają dziś (dane z lat 2001-2023)
ciśnienie w centrum średnio o 2 hPa niższe niż w przeszłości (1979-2001)
i przynoszą sumy opadów wyższe o 20%. World Weather Attribution (WWA)
oszacowała, że podobne czterodniowe opady mogą stać się o 50% bardziej
prawdopodobne i o 5% bardziej intensywne przy dalszym wzroście
globalnej temperatury o 2°C.
Polskie spojrzenie: Co
mówią nasi naukowcy
Profesor Szymon
Malinowski, wiodący polski klimatolog, regularnie komunikuje zagrożenia
wynikające ze zmian klimatu. W swoich wypowiedziach podkreśla, że największym
zagrożeniem są punkty krytyczne (tipping points) - progi, po
przekroczeniu których system klimatyczny zaczyna działać inaczej i może wpaść w
nieodwracalne sprzężenia zwrotne.
„Tym, czego powinniśmy
się bać najbardziej jest to, że zmiana klimatu gwałtownie przyspieszy. Może się
to stać po przekroczeniu któregoś z tzw. punktów krytycznych", ostrzega
Malinowski.
Wyjaśnia on mechanizm
pętli sprzężenia zwrotnego: „Gazy cieplarniane spowodowały topnienie lodów w
Arktyce. Zmalała więc jej zdolność odbijania promieniowania słonecznego. Do
układu wchodzi więcej energii i temperatura rośnie jeszcze bardziej. Lód topnieje
jeszcze szybciej, a dodatkowo wybuchają pożary lasów. To sprawia, że ilość
dwutlenku węgla w atmosferze także szybciej rośnie, wieczna zmarzlina zaczyna
rozmarzać, a więc do atmosfery przedostaje się jeszcze więcej gazów
cieplarnianych".
Profesor podkreśla
również, że nie chodzi tylko o to, że w Polsce będzie trochę cieplej: „Ale o
to, że igramy z systemem, nad którym - kiedy go zepsujemy - możemy nie zapanować.
Jesteśmy bowiem dość potężni, by zmienić mechanizmy działania naszego świata,
ale wciąż o wiele za słabi, by zapanować nad skutkami tego, co sami
robimy".[
Jak odpowiadać
negacjonistom klimatycznym
Uzbrojeni w wiedzę
naukową, możemy teraz skutecznie odpowiadać na najczęstsze argumenty używane
przez negujących zmiany klimatu:
Argument 1: „Jest zimno,
więc globalne ocieplenie to mit"
Odpowiedź: Pogoda to nie klimat. Jeden zimny tydzień, miesiąc czy
sezon nie zmienia faktu, że długoterminowe globalne średnie temperatury
rosną nieprzerwanie. To jak stwierdzenie, że ponieważ dziś pada deszcz, nie
ma suszy - ignoruje to szerszy kontekst i dłuższe trendy.
Jak wyjaśnia Lance
Bennett, klimatolog: „Istnieje powszechne błędne przekonanie, że ludzie, którzy
nie wierzą, że zmiany klimatu są realne, są głupi lub niewykształceni. Ale są
tam osoby, które są po prostu naturalnie sceptyczne jako część swojej osobowości".
Należy więc cierpliwie wyjaśniać różnicę między pogodą a klimatem.
Argument 2: „Naukowcy nie
są zgodni"
Odpowiedź: To nieprawda. Ponad 99% badań wskazuje, że spalanie
paliw kopalnych przyczynia się do globalnego ocieplenia. IPCC - organ
zrzeszający tysiące wiodących naukowców z całego świata - jest jednoznaczny:
zmiany klimatu są spowodowane działalnością człowieka.
Profesor Mark Maslin z
University College London podkreśla: „Rzetelne publikacje na ten temat powinny
w końcu powstrzymać negujących zmiany klimatu przed twierdzeniem, że niedawne
obserwowane spójne globalne ocieplenie jest częścią naturalnego cyklu
klimatycznego".
Argument 3: „W
przeszłości też były ciepłe okresy"
Odpowiedź: Prawda, ale obecne tempo i skala ocieplenia są
bezprecedensowe. Badania wykazały, że żadne z poprzednich ciepłych lub
chłodnych okresów (jak rzymski okres ciepły czy mała epoka lodowa) nie
występowało jednocześnie na całym globie - były to zjawiska regionalne. Obecne
ocieplenie jest globalne, jednoczesne i szybkie jak nigdy wcześniej w ciągu
ostatnich 2000 lat.
Argument 4: „To naturalne
cykle słoneczne"
Odpowiedź: Aktywność słoneczna jest monitorowana od dziesięcioleci
i nie wyjaśnia obserwowanego ocieplenia. Co więcej, gdyby to Słońce było
przyczyną, cała atmosfera powinna się ogrzewać jednocześnie. Tymczasem
obserwujemy coś przeciwnego: troposfera (najbliższa powierzchni) się
ociepla, podczas gdy stratosfera (bliższa Słońcu) się ochładza. To jest
dokładnie wzorzec, którego oczekujemy od efektu cieplarnianego, nie od wpływu
słonecznego.
Argument 5: „Modele
klimatyczne są zawodne"
Odpowiedź: Modele klimatyczne sformułowane 50 lat temu
dokładnie przewidziały średnie temperatury powierzchniowe na całej
planecie. Jak podkreśla profesor Piers Forster: „Projekcja globalnej zmiany
temperatury i związanych z nią wpływów klimatycznych została dość dobrze
przewidziana od czasu publikacji pierwszego raportu IPCC w 1990 roku, a nawet
wcześniej".
Patrząc w przyszłość: Co
nas czeka?
Prognozy na najbliższe
lata i dekady nie są optymistyczne. Najnowszy raport WMO wskazuje, że:
- 80% szans, że przynajmniej jeden z najbliższych pięciu lat będzie cieplejszy
niż rekordowy 2024 rok
- 86% prawdopodobieństwa, że którykolwiek rok przekroczy próg 1,5°C powyżej
poziomu sprzed epoki przemysłowej
- 70% ryzyko, że średnia temperatura za lata 2025-2029 przekroczy 1,5°C (powyżej temperatury
poziomu przedindustrialnego, czyli progu ustalonego w Porozumieniu
Paryskim jako granica względnie bezpiecznego ocieplenia)
- Pierwszy raz oszacowano nawet 1% ryzyko roku z globalną temperaturą powyżej 2°C
Professor Malinowski
komentuje te prognozy jako „ostrożne" i dodaje: „W jego ocenie, w świetle
najnowszych danych obserwacyjnych, raport można uznać wręcz za
zachowawczy".
Szczególnie dramatyczne
zmiany zaobserwujemy w Arktyce, gdzie prognozy wskazują na wzrost zimowych
temperatur o 2,4°C - ponad trzykrotnie większy niż globalna średnia.
Arktyka może być praktycznie wolna od lodu we wrześniu już przed 2050 rokiem we
wszystkich ocenianych scenariuszach.
Co możemy zrobić?
Pomimo powagi sytuacji, nie
jest za późno na działanie. Jak podkreśla sekretarz generalny ONZ António
Guterres: „Jeśli połączymy siły teraz, możemy zapobiec katastrofie
klimatycznej".
Naukowcy są zgodni: głębokie
cięcia emisji gazów cieplarnianych mogą ustabilizować rosnące temperatury.
Każda dziesiąta stopnia ma znaczenie - różnica między ociepleniem o 1,5°C a 2°C
oznacza ogromne konsekwencje dla ekosystemów, ludzkiego zdrowia i
bezpieczeństwa żywnościowego.
Kluczowe jest również
przejście od zaprzeczania do akceptacji rzeczywistości i konstruktywnego
działania. Profesor van der Linden zauważa, że „zmiana umysłów negujących
zmiany klimatu jest niemożliwa bez potwierdzenia - do pewnego stopnia - ich
światopoglądu". Zamiast oskarżać czy ośmieszać, należy cierpliwie
wyjaśniać naukę i pokazywać, że ekstremalne zjawiska pogodowe - zarówno upały
jak i mrozy - są częścią tego samego obrazu zmieniającego się klimatu.
Podsumowanie: Paradoks
wyjaśniony
Mroźne, śnieżne zimy nie
są dowodem przeciwko globalnemu ociepleniu - są jego konsekwencją.
Ocieplająca się Arktyka osłabia gradient temperatur, prowadząc do bardziej
falującego prądu strumieniowego i rozciągania wiru polarnego. To z kolei
pozwala zimowemu powietrzu arktycznemu częściej sięgać na południe, powodując
przedłużające się okresy ekstremalnego zimna na średnich szerokościach
geograficznych.
Jednocześnie cieplejsza
atmosfera może pomieścić więcej wilgoci, co oznacza, że gdy warunki są
odpowiednie dla opadów śniegu, mogą one być bardziej intensywne niż w
przeszłości.
Ten pozorny paradoks jest
w rzeczywistości pięknym przykładem złożoności systemu klimatycznego Ziemi - i
przypomnieniem, że zmiany klimatu nie oznaczają po prostu „wszędzie
cieplej", ale raczej „wszędzie bardziej ekstremalnie".
Następnym razem, gdy ktoś
w mediach społecznościowych zapyta „A gdzie jest to globalne ocieplenie?",
gdy za oknem pada śnieg, możesz wskazać właśnie na tę śnieżycę jako dowód, że
Arktyka szybko się ociepla. To nie jest zaprzeczenie nauki o klimacie - to jest
jej potwierdzenie.